W tym roku Narodowe Czytanie w naszej szkole miało wyjątkowy klimat. Zamiast sali czy biblioteki – przenieśliśmy się do parku obok szkoły. Tam czekała już brzoza, która z godnością wcieliła się w rolę lipy z najsłynniejszej fraszki mistrza Jana.
Uczniowie klas I–III rozłożyli się wygodnie na dywanie pełnym kolorowych liści, starsze klasy zajęły ławki. Na stole ustawiono portret Jana Kochanowskiego, a obok niego – książki z fraszkami, jakby sam poeta czekał, aż ktoś je podniesie i przeczyta.
Do czytania przystąpili uczniowie klas V–VIII. I trzeba przyznać – każdy z nich miał w sobie coś z aktora: jedni bawili publiczność „Rakami”, które zmieniały sens przy czytaniu od końca, inni z humorem odgrywali przygodę doktora Hiszpana, który zamiast snu doczekał się uczty. Byli też tacy, którzy lirycznie i z wielkim spokojem czytali „Na lipę” i „Na dom w Czarnolesie”, a niektórzy, bardzo poważnie, przedstawili „O żywocie ludzkim” i „Na zdrowie”, przypominając wszystkim, co w życiu naprawdę ważne.
Wszyscy czytali z ogromnym zaangażowaniem, piękną dykcją i odwagą sceniczną dzięki czemu fraszki Kochanowskiego zabrzmiały świeżo i żywo – jakby powstały wczoraj. Jedni zaskakiwali humorem i lekkością, inni urzekali spokojem i powagą, a wszyscy razem stworzyli niezwykłą opowieść o tym, że literatura sprzed pięciu wieków wciąż potrafi poruszać i bawić.
Publiczność – zarówno uczniowie, jak i nauczyciele – słuchała ich z prawdziwą przyjemnością. Widać było, że młodzi recytatorzy wkładali serce nie tylko w słowa, ale też w sposób, w jaki je podawali – z uśmiechem, powagą, a czasem teatralnym gestem. Dzięki nim poezja Kochanowskiego ożyła pod szkolną brzozą.
A na koniec – gdy wydawało się, że już nic nas nie zaskoczy – pojawiła się uczennica klasy II, Hanna Kukułka. Bez kartki, bez podpowiedzi wyrecytowała z pamięci fragment „Trenów” Kochanowskiego – arcytrudnych i niezwykle wzruszających. Publiczność słuchała w ciszy, a gdy skończyła, rozległy się ogromne brawa. Portret poety spoglądał dumnie ze stołu, a brzoza – gdyby mogła – na pewno zaszumiałaby z uznaniem.
To było spotkanie, które pokazało, że poezja nie tylko bawi, ale i porusza serca. A my już dziś zapraszamy do biblioteki – tam na półkach czekają fraszki, pieśni i treny, które z radością dadzą się przeczytać każdemu odważnemu czytelnikowi.
P.S. Kochanowski przekonał nas, że nawet brzoza może być lipą – więc kto wie, co potrafią książki?




